Uratuj smoka – Rozdział 3 część 2

Portal dla ludzi z pasją

Uratuj smoka – Rozdział 3 część 2

Uratuj smoka Rozdział 2 część 4

Biegł najszybciej, jak tylko mógł. Po krótkiej chwili dostrzegł,

że skolopendra zamiast biec za nim, skręca. W tej chwili chłopak

pomyślał, że robal odpuścił. Jak wielkie było jego rozczarowanie

oraz zdziwienie, kiedy spostrzegł, że stwór pełznie na równi

z nim! Stworzenie przyspieszyło i znów zaczęło skręcać, a wtedy

Tomek uświadomił sobie, co takiego robal zamierza. Otóż skolopendra

chciała obiec chłopca i odciąć mu drogę ucieczki, stanąwszy

naprzeciw niego. Była już przygotowana. Tomek, wiedząc,

jaki jest plan działania tej głodnej bestii, nie zrobił uniku

ani nie zawrócił. Przeciwnie, nadal biegł, wprost ku potworowi.

Skolopendra uniosła przód swego ciała, a Tomasz chwycił za

miecz. Robak wystrzelił się jak kula z armaty wprost na chłopca,

z szeroko rozwartymi żuwaczkami. Gdy był już wystarczająco

blisko, chłopiec użył całej swej siły i wziął potężny zamach.

Odciął skolopendrze łeb, który zakręcił się kilka razy w powietrzu

i z trzaskiem upadł na ziemię. Wielkie, długie ciało stało

przez chwilę w bezruchu, po czym zadrżało i upadło. Robal był

martwy.

Tomek, dysząc, wsunął miecz do pochwy. Nie tak prosto

było przedrzeć miecz przez twardy pancerz. Gdy już schował

swą broń, usłyszał głośny dziewczęcy krzyk. „Weronika!” – pomyślał,

po czym zaczął przedzierać się przez gęste zarośla.

W końcu udało mu się przedostać przez trawę i chwasty, pomógł

sobie mieczem.

Tomek ujrzał swą towarzyszkę uciekającą przed wielkim

i szybkim pająkiem. Paulina nie miała siły, by biec dalej, a pająk

nadal biegł bardzo szybko. Kiedy zdała sobie sprawę, że nie

jest w stanie uciec, przestała biec. Zatrzymała się, chwyciła

strzałę, namierzyła cel i wystrzeliła ją. Strzała wbiła się w oko

pająka, który zaczął niepewnie chwiać się na swych odnóżach,

w końcu przystanął i ruszył w kierunku upatrzonej ofi ary. Paulina,

nie zastanawiając się, wystrzeliła strzały jedną po drugiej.

Wszystkie kolejno wbijały się w ciało robaka i drapieżnik padł.

Po kilku oddechach zauważyła biegnącego ku niej Tomka.

– Nic ci nie jest?

– Nie, nic.

Oboje podeszli do zwłok pająka, chcąc mu się przyjrzeć.

Paulina wpatrzyła się w niego, a WTEM… Pająk zerwał się!

Chwiejąc się, próbował podbiec do dziewczyny. Tomek, zatopiwszy

miecz w ciele rozszalałej bestii, zadał jej ostateczny

cios. Stworzenie wydało z siebie przeraźliwe jęknięcie i upadło.

Tym razem było naprawdę martwe.

Ze zwłok pająka wypłynął zielony śluz.

– Ohyda – powiedziała Paulina. – Co ty robisz? – spytała

Tomka, który rozglądał się na wszystkie strony z wyrazem

twarzy, jakby dopiero co pierwszy raz zobaczył świat.

– Paulina, spójrz, na czym stoisz!

W całym tym zamieszaniu nie spostrzegli nawet, że są ponownie

na ścieżce.

– Ścieżka! Jesteśmy na ścieżce! – zakrzyknęli uradowani.

I dalej poszli ścieżką przez las, w którym panowała mrożąca

krew w żyłach cisza. Od czasu do czasu słychać było bulgot

wydobywających się z jeziora baniek, a po chwili syczenie

gazu. Przez gęste korony drzew nie przedzierały się promienie

słoneczne, w lesie było ponuro. Wszędzie dookoła unosiła się

zielona mgła. Nagle morderczą ciszę przerwał jakiś odgłos,

lecz nie był to bulgot ani syczenie, lecz szelest. Mimo że nie

wiał wiatr, liście potężnego drzewa zaczęły chaotycznie drżeć.

Oboje przystanęli, wpatrzeni w drzewo.

Wtem gigantyczne ćmy o śnieżnobiałych skrzydłach wyleciały

z gęstej korony drzewa i dalej poleciały z ogromną prędkością

w dół. W ostatniej chwili, kilka centymetrów nad ziemią,

wzbiły się w powietrze i będąc jeszcze tuż nad samą

ziemią, leciały wprost na Paulinę i Tomka, uderzając w nich

swymi potężnymi ciałami i szerokimi skrzydłami. Zapanował

chaos. Jedna ćma, lecąc, uderzyła Tomka w prawe ramię, po

chwili oberwał w lewe, lądując na ziemi. Paulina zasłoniła się.

Przez chwilę udawało się jej uniknąć czołowego zderzenia,

czuła jednak, jak przelatują jej tuż nad głową bądź obok niej.

Lecz nie trwało to długo. Jeden z owadów staranował dziewczynę,

zupełnie jakby chciał ją przeniknąć, powalając na ziemię.

Ćmy jeszcze przez chwilę leciały nad ziemią, po czym

zaczęły kolejno wzbijać się coraz wyżej i wyżej, aż w końcu

były bardzo wysoko i znikły w oddali.

– Co one, zwariowały? – powiedziała zirytowana.

– Chyba się czegoś wystraszyły.

– Niby czego?

Wtem oboje usłyszeli potężny huk, a zaraz po nim drugi. Coś

WIELKIEGO zbliżało się w ich kierunku. Hałas był coraz głośniejszy.

Kamienie pod ich stopami drżały i podskakiwały,

a drzewa w oddali zaczęły padać jedno po drugim. Oboje zastygli

w bezruchu, kiedy zobaczyli ogromnych rozmiarów modliszkę.

– W nogi!

Zaczęli uciekać najszybciej, jak tylko mogli, lecz gigant był

tuż za nimi. Wszystkie olbrzymie robale, jakie spotkali w tym

lesie, stały się nagle maleńkie w porównaniu z modliszką. Ona

była największym, najszybszym i najniebezpieczniejszym stworzeniem,

jakie zamieszkiwało Las Śmierci. Ci, którym udało się

przeżyć, nazywali ją po prostu Bestią.

Paulina i Tomek biegli ile sił w nogach, lecz czuli, że nie dadzą

rady przed nią uciec. Modliszka uniosła swe odnóże i z całej siły

uderzyła w ziemię, która zadrżała, i ruszyła z miejsca, wyrzucając

w powietrze chłopca i dziewczynę. Modliszka ponownie

uniosła swe odnóże. Tym razem chciała zadać ostateczny cios,

lecz zamiast tego znieruchomiała i zdrętwiała, zupełnie jakby

została przemieniona w kamień. Po chwili jej wielkie i ogromne

cielsko zaczęło osuwać się. Bestia bezwładnie spadała.

Paulina i Tomek zerwali się na równe nogi. Ciało potwora

upadło na ziemię z grzmotem. Kurz uniósł się aż po same korony

drzew. Dzieciaki podeszły bliżej. Ku swojemu zdziwieniu,

zauważyli stojącego na modliszce mężczyznę.

– Kim jesteś? – zapytała zdziwiona Paulina.

Mężczyzna wyciągnął swój miecz, głęboko wbity w łeb modliszki,

zeskoczył z robala i rzekł:

– Nazywam się Piotr i jestem podróżnikiem.

– Dziękuję za ratunek – powiedziała Paulina.

– Proszę bardzo. A wy? Też jesteście podróżnikami?

– Tak jakby – powiedział Tomek. – Zmierzamy do ruin królestwa

Dellarossa.

– Ruiny Dellarossa… To daleka i niebezpieczna droga. Dzieci

nie powinny same podejmować się takiej wyprawy. Ja znam

drogę, a potwory mi niestraszne. Jeśli chcecie, mogę do was

dołączyć i bezpiecznie was zaprowadzić do celu.

Dzieciaki spojrzały na siebie.

– Zgoda – odpowiedziały równocześnie.

Paulina i Tomasz wraz z nowym towarzyszem Piotrem w dalszym

ciągu przemierzali Las Śmierci. Droga zdawała się wlec

w nieskończoność. Tomek spojrzał na Paulinę. Była przygnębiona,

a wyraz jej twarzy wskazywał na to, że coś ją trapi.

– Wszystko w porządku?

– Tak, tak.

– Przestań, przecież widzę, że coś cię martwi.

– A co, jeśli dotrzemy do ruin Dellarossa, a Złotego Smoka

tam nie będzie? Co, jeśli nigdy nie wrócę do domu?

– Złoty Smok będzie, tym się nie martw – rzekł Piotr.

– Skąd wiesz? Byłeś tam kiedyś, widziałeś go?

Wtedy Piotr zaczął opowiadać im pewną historię.

Dawno temu Złoty Smok zatrzymał się na polanie, chcąc odpocząć

po długiej wędrówce. Nieopodal miejsca jego postoju

znajdowało się królestwo Dellarossa. Niegdyś wspaniale się

rozwijająca metropolia przeżywała wtedy ciężkie chwile. Dowiedziawszy

się o Złotym Smoku, król udał się na spotkanie

z nim, prosząc go o pomoc. Złoty Smok udzielił mu pomocy,

a mieszkańcy byli ogromnie wdzięczni i stali mu się bliscy.

Złoty Smok postanowił zostać w królestwie Dellarossa na zawsze

i pomagać ludziom. Kilka lat później do królestwa przybyła

potężna czarownica. Pragnęła, by smok spełnił wszystkie

jej życzenia. Wiedźma zabiła wszystkich mieszkańców oraz

uwięziła smoka, tworząc barierę obejmującą całe królestwo.

Złoty Smok stanął do walki i pokonał wiedźmę, lecz nie potrafi ł

zniszczyć bariery. Złoty Smok samotnie przebywa w królestwie,

uwięziony we własnym domu.

– To smutne – powiedziała Paulina.

Piotr przeciął swym mieczem chwasty. To, co ujrzeli, bardzo

ich zaniepokoiło. Przed nimi stała bardzo nietypowa góra.

– Co to jest? – spytała Paulina.

– Wygląda jak wulkan – stwierdził Tomek.

– Lub jak mrowisko – dodał zaniepokojony Piotr.

Olbrzymie mrowisko, większe od modliszki, z którego zaczęły

wypełzać gigantyczne, niebezpieczne i głodne mrówki.

– WIAĆ!

Cała trójka zaczęła uciekać, a niezliczona armia wściekłych

mrówek biegła za nimi, tratując wszystko na swej drodze.

– Nie uciekniemy przed nimi, są zbyt szybkie! – krzyknęła

Paulina.

– Nie będziemy z nimi walczyć, jest ich za dużo – dodał Tomek.

Piotr w tym czasie usiłował wymyślić jak najbardziej skuteczny

plan.

– Paulina, widzisz to drzewo przed nami? Wystrzel strzałę

tak, by znikła w jego koronie.

– Po co? Co nam to da?

– Strzelaj!

Paulina zrobiła to, co Piotr kazał. Strzała znikła w gęstych,

zwiędłych liściach wielkiego, starego drzewa.

– Widzisz, nic się nie dzieje. Po co kazałeś mi to zrobić?

I wtem liście potężnego drzewa zaczęły głośno szeleścić.

Spłoszone śnieżnobiałe ćmy wyleciały ze swej kryjówki i pędem

poleciały w dół, a po kilku sekundach, kiedy znalazły się

nad samą ziemią, już pędziły na wędrowców.

– Świetnie, znowu ćmy! – jęknęła Paulina.

– A mrówki zaraz nas dorwą – dodał wystraszony chłopak.

– Jeśli ćmy spostrzegą mrówki, zaczną wzbijać się znacznie

wyżej. Gdy to nastąpi, złapcie za ich odnóża.

Zarówno mrówki, jak i ćmy były coraz to bliżej.

– Gotowi? Już! – krzyknął donośnym głosem Piotr.

Tak też uczynili, każdy złapał ćmę za odnóża. Ćmy zaczęły

wzbijać się coraz to wyżej i cała trójka bezpiecznie przeleciała

nad mrówkami.

– My latamy!

Jakież to było wspaniałe uczucie – móc latać i szybować

w powietrzu, czuć wolność i swobodę oraz to, że wszystko jest

możliwe i że jest się w stanie dotknąć nieba i zdobyć cały świat!

Ciąg dalszy nastąpi

Udostępnij!

Ocena użytkowników: 0 / 5

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Tłumacz »